poniedziałek, 19 stycznia 2015

Krem pod oczy - Eucerin Hyaluron - Filler

Krem pod oczy to jeden z najważniejszych kosmetyków pielęgnacyjnych. Skóra pod oczami wymaga wyjątkowego nawilżenia i delikatnego traktowania.

W tej chwili używam kremu Eucerin Hyaluron - Filler. Jest to moje drugie opakowanie. Wybaczcie, że tubka jest w takim pokręconym stanie;) ale wszystkie zdjęcia są realne i akurat obecnie krem już mi się kończy i wygląda właśnie tak :)




Cena: ja zapłaciłam ok 80 zł w Superpharm. Musze dodać, że wystarcza na na prawdę długo, więc nie jest to wcale aż taki drogi kosmetyk! :) W moim przypadku tubka wystarcza na ok. 4 miesiące.

Opakowanie: tubka w srebrnym kolorze z metalową zakrętką, a aplikator możecie zobaczyć poniżej :)


Konsystencja: krem jest dość gęsty, ale nie daje tłustego efektu, a raczej kleisty, lepki. Ja lubię ten efekt, ponieważ mam wrażenie, że daje to dobry efekt nawilżenia i krem się nie ściera. Dodatkowo sprawdza się pod makijaż. po nałożeniu na noc rano skóra nadal jest nawilżona, tak jakby krem nadal na niej był.

Zapach: prawie niewyczuwalny.

Efekt: mimo, że używam tego kremu od dobrych kilku miesięcy stan mojej  skóry pod oczami się nie poprawił. Nie mogę powiedzieć, że krem daje u mnie spektakularne efekty lub powstrzymuje powstawanie zmarszczek. Być może bez niego skóra byłaby w gorszym stanie, ale mimo systematycznego stosowania zauważyłam nowe zmarszczki mimiczne. Skóra jest świetnie nawilżona, napięta, jednak nie powstrzymuje on pogłębiania się drobnych zmarszczek w moim przypadku. Dodam, że słyszałam o nim wiele pozytywnych opinii, więc może to moja skóra nie współgra z nim jak należy.

Podsumowanie: muszę przyznać, że bardzo go lubię za długotrwałe nawilżenie, lepki, nietłusty efekt, współpracę z korektorem pod oczy i wydajność. ale następnym razem kupując krem pod oczy wybiorę inny, ponieważ chciałabym zobaczyć wyraźne efekty odmłodzenia skóry :). Na pewno jest znacznie lepszy - treściwszy -  niż kremy ze średniej półki typu Olay, Garnier (oczywiście jest też droższy). Wg mnie jest to krem warty uwagi, ale nie u każdego daje spektakularny efekt :)

Ocena: 7/10.







niedziela, 18 stycznia 2015

Przeciwzmarszczkowy krem do cery naczynkowej - Pharmaceris N

A oto recenzja mojego codziennego kremu - jest to Pharmaceris N - aktywny krem przeciwzmarszczkowy.


Opakowanie: krem kupujemy w kartoniku. a w środku znajdujemy plastikowe opakowanie z pompką. Pompka działa sprawnie i wydaje mi się, że pozwala na wypompowanie produktu do samego końca. Zużyłam pewnie ok. 10 opakowań i nigdy się nie zacięła :) Szata graficzna jest bardzo prosta, mogłaby być efektowniejsza :)



Cena: ok. 40-45 zł, bywa dostępny co jakiś czas w promocji w Superpharm (jest to produkt dostępny w aptekach). W moim przypadku jeśli stosuję go na dzień i na noc wystarcza na miesiąc, więc nie jest najtańszym produktem.

Konsystencja: jest to dość gęsty krem, w lekko zielonym kolorze.  Trzeba go dość szybko rozprowadzić, bo wchłania się błyskawicznie i jeśli nie zadziałamy ekspresowo to będziemy musiały zużyć sporo żeby nakremować całą twarz. Ja stosuję go również na szyję i dekolt.

Zapach: bardzo lekki, jakby liliowy, przyjemny :)

Działanie; bardzo lubię stosować go na dzień, pod makijaż, ponieważ szybko się wchłania i podkład ładnie się na nim utrzymuje. W przypadku mojej mieszanej cery sprawdza się świetnie. Może jedynie w momentach kiedy skóra robi się bardziej przesuszona muszę stosować inny krem na noc.
Mimo zużycia kilku opakowań i systematycznego stosowania ciężko jest mi ocenić jego wpływ na pękające naczynka. W moim przypadku naczynka, które były widoczne nie zniknęły, ale nie zauważyłam pojawiania się nowych pękniętych, widocznych. Być może to rzeczywiście jego zasługa. Co do działania przeciwzmarszczkowego, to myślę, że dzięki temu, że daje skórze odpowiednie nawilżenie i napięcie może opóźniać proces starzenia się skóry. Nie zauważyłam nowych zmarszczek od kiedy go stosuję :)




Podsumowanie: jest to krem, który zawsze mam w swojej kosmetyczce i stosuję co najmniej raz dziennie (zazwyczaj 2 razy). Dla mnie świetny pod makijaż, dobrze nawilżający, nie powodujący żadnych nieprzyjemnych efektów ubocznych. Mógłby mieć trochę większe opakowanie, bo przy tej gęstości starcza na dość krótki okres. Ale i tak lubie go!

Ocena: 9/10.

Jak zwykle dodam, że kosmetyki pielęgnacyjne trzeba dobierać do potrzeb własnej skóry i każdemu może służyć coś innego. A jeśli lubicie gęstsze kremy, macie cerę naczynkową, to na pewno warto spróbować :)

Odżywka dwufazowa zwiększająca objętość włosów - Hair Coif

Tym razem o włosach :) Przez wieeele miesięcy moim podstawowym produktem do pielęgnacji włosów była dwufazowa odżywka Urban Care, którą kupowałam w salonach fryzjerskich Jean Luis David. Kosztowała sporo - ok. 60 zł, ale była nieeezwykle wydajna - wystarczała na wiele miesięcy (ok. 8), przy stosowaniu codziennie lub co drugi dzień. Wypróbowałam wersję zieloną i pomarańczową, która szczególnie polecam. Dzięki tej odzywce mogłam spokojnie rozczesać włosy, które po umyciu są zawsze bardzo poplątane i miałam wrażenie, że są one ładnie nawilżone (nawet rozjaśnione końcówki - w czasie kiedy stosowałam koloryzację ombre były w przyzwoitym stanie).

Po zużyciu trzech opakowań tej odżywki miałam ochotę na wypróbowanie czegoś nowego. Postawiłam na kolejną dwufazową odżywkę - tym razem Volume Exigence z salonu Hair Coif .
Właściwie wybrałam ją ze względu na obietnicę zwiększenia objętości włosów :)



Opakowanie: estetyczne, poręczne, z atomizerem.

Cena: niestety w tej chwili nie pamiętam ceny, ale wydaje mi się, że mogło to być ok. 50 zł.

Wydajność: myślę, że jest mniej wydajna niż Urban Care - mam ją od wakacji, ale nie używam jej codziennie. Nadal jednak jest to jeden z produktów, które wystarczają na kilka miesięcy.

Efekt i działanie: nie odczuwam nawilżenia, podobnego do tego, które dawała pomarańczowa odżywka Urban Care, ale też nie jest to rolą odzywki zwiększającej objętość :) Ułatwia rozczesywanie włosów po umyciu, ale na tym polu również Uraban Care sprawdza się lepiej.  Co do jej podstawowej roli, czyli zwiększania objętości, to coś w tym jest :)  Moje włosy są lekkie i delikatne, a ona dodaje im czegoś w rodzaju ciężkości - daje poczucie jakby włosów było więcej, jakby były grubsze... Nie jest to wg mnie efekt większej puszystości, a raczej pogrubienia włosów :) Dodatkowo moje lekkie włosy łatwiej jest ułożyć dzięki temu "obciążeniu".


Podsumowanie: efekt jest dość ciekawy, ja wracam do tej niej zawsze kiedy nie mogę rozczesać włosów (nawet po użyciu spłukiwanej odzywki) i kiedy mam wrażenie, że moje włosy są wyjątkowo lekkie, fruwające ;) i nie mogę sobie z nimi poradzić. Produkt warty uwagi, ale myślę, ze oprócz niego trzeba mieć jeszcze w kolekcji typowo nawilżającą odżywkę.

Ocena: 7/10

Jeśli zdecydujecie się po raz pierwszy na odżywkę dwufazową pamiętajcie, że trzeba nią wstrząsnąć przed rozpyleniem, aby wymieszać obie fazy :) Zazwyczaj można je stosować na suche i wilgotne włosy.


Mój ranking płynów micelarnych

Płyny micelarne to moje produkty pierwszej potrzeby :) Zużywam ich na prawdę sporo, lubię testować kolejne. Są jednak takie do których często wracam... Przedstawiam Wam listę 10 płynów, których używałam w ostatnich miesiącach - mój subiektywny ranking.


10. miejsce

Eveline Fresh&Soft (różowy) - niestety u mnie nie sprawdził się jako płyn do demakijażu - był stanowczo za delikatny, natomiast nadawał się do przemycia twarzy rano. To trochę za mało jak na moje oczekiwania, więc przyznaję mu 10 miejsce :]

Kolastyna Refresh (różowy) - niestety również słabo zmywał mój makijaż, może ciut lepiej niż Eveline, ale nadal nie jest to dla mnie dobry produkt do demakijażu. Testuję obecnie kremowy żel z tej serii i wydaje mi się całkiem niezły, ale na ostateczną opinię przyjdzie jeszcze czas :)

9. miejsce

Ziaja Sopot Spa (niebieska seria) - odczuwałam przesuszenie i czasami podrażnienie oczu, wydaje mi się, że dla mojej skóry jest zbyt "agresywny'.

8. miejsce

Lirene do cery naczynkowej (różowy) -  mimo, że był delikatny podrażniał moje oczy, a zmywanie szło mu średnio.

7. miejsce

Bielenda Kolagenowe odmłodzenie (zielony) - dla mnie za delikatny, średnio radził sobie ze zmywaniem makijażu (ale i tak lepiej niż Eveline czy Kolastyna), zużywałam sporo wacików zanim osiągnęłam efekt superczystej skóry twarzy. Plusik za to, że ładnie, subtelnie pachnie :)

6. miejsce

AA Age technology do cery wrażliwej (złoty) - nie mam większych zarzutów, jest wart wypróbowania.. Minusem jest nieporęczne opakowanie, z którego często wylewa się za dużo płynu.

5. miejsce

Perfecta do cery naczynkowej (różowy) - wracam do niego czasami, jest dość skuteczny i nie podrażnia. Opakowanie nie zasługuje jednak na pochwałę - mało estetyczna szata graficzna powoduje, aż nie chce się po nie sięgnąć, szczególnie, że zazwyczaj stoi na dolnej, okurzonej półce ;)

4. miejsce

L'oreal (różowy) - przyjemny, dość dobrze zmywa, nie podrażnia, wart wypróbowania, ale są jeszcze fajniejsze :)

3. miejsce

Mixa do cery wrażliwej (pomarańczowo-niebieski - jak cała marka;)) - minusem jest pompka, która wg mnie w tym produkcie się nie sprawdza, a poza tym jest to całkiem dobry płyn z bardzo przyjemnym zapachem. Zmywa dość szybko, nie podrażnia. Kupuję go regularnie zawsze kiedy jest jest promocja :)


2. miejsce

Bourjouis (fioletowy) - bardzo fajny, może odrobinkę wolniej rozpuszcza makijaż niż mój faworyt, a poza tym jest podobny, ma fajną nakrętkę :) i ładne opakowanie. A dodatkowo daje odczucie nawilżenia skóry.

1. miejsce

Nivea - wg mnie działa tak, jak obiecuje to producent - skutecznie i szybko zmywa makijaż, szybko rozpuszcza tusz, nie trzeba pocierać i zużywać 10 wacików :) Nie wysusza i nie podrażnia.


Jest to oczywiście moje subiektywne zdanie, być może u Was ta lista wygląda zupełnie inaczej? :)

środa, 14 stycznia 2015

Zimowe lakiery do paznokci - H&M, Wibo, Manhattan, Miss Sporty, Inglot

System dobierania kolorów lakierów w moim przypadku jest uzależniony od: a. aktualnej długości paznokci :) b. pory roku. A oto moja ulubiona ósemka lakierów, których używam zimą :)



H&M  Midnight mistery - bardzo głęboki granat:
+ szeroki pędzelek,
+ świetny kolor - bardzo ciemny granat (przy 2 warstwach),
- średnia trwałość.

Inglot 365 - szarość z nutką fioletu:
- cieniutki pędzelek,
- nietypowy kolor,
+ trwały - wytrzymuje nawet do ok. 5 dni,
+ przy odpowiedniej grubości jedna warstwa może wystarczyć,
+ wystarcza na długo i nie zasycha ani nie gęstnieje,
+ dość szybko wysycha na paznokciach.

Inglot 953 - czarny:
- cienki pędzelek,
- dwie warstwy są wg mnie konieczne,
- średnia trwałość - ok. 3 dni (później odpryskuje na różkach),
+ nie wysycha w buteleczce - mam go od dłuższego czasu i nic złego się z nim nie dzieje,
+ dość szybko schnie na paznokciach,
+ wygląda na prawdę ładnie - błyszcząco i elegancko.


H&M Ruby red - głęboka czerwień:
+ u mnie utrzymuje się około 4 dni,
+ już jedna warstwa ładnie kryje,
+ szeroki pędzelek,
+ piękny odcień,
+ szybko wysycha na paznokciach.

Miss Sporty 495 - fiolet:
+ przepiękny, niepowtarzalny odcień średniego fioletu, który wynagradza wszystkie minusy :)
- dwie warstwy są konieczne,
- jest dość nietrwały - u mnie odpryskuje czasem już po 2 dniach,
+ bardzo korzystna cena.

Manhattan Ping Pong Plum - bordo/ciemna śliwka:
- trudno się go aplikuje, jest dość gęsty,
- średnia trwałość - u mnie wytrzymuje maksymalnie ok. 3 dni bez odpryskiwania,
+ bardzo fajny, głęboki kolor na granicy bordowego i brązu.



H&M Hont me down - zieleń khaki:
+ bardzo łatwo się aplikuje,
+ bardzo szybko wysycha,
+ bywa dostępny w promocji za ok. 5 zł,
+ nietypowy odcień zieleni khaki,
+ jedna warstwa wystarcza (jest to mój ulubieniec w kategorii malowania paznokci w ostatniej chwili :))

Wibo - ciemny zielony:
- dwie warstwy są konieczne,
+ kolor jest dość niespotykany,
+ po nałożeniu dwóch warstw szybko wysycha,
+ ładnie się utrzymuje - do ok. 4 dni na moich paznokciach,
+ mam go od roku i nadal nie wysechł w buteleczce :)

Dodam, ze na moich paznokciach niewiele lakierów wytrzymuje dłużej niż 4 dni bez odpryskiwania na krawędziach.
I na koniec spójrzcie na swatche :)







wtorek, 13 stycznia 2015

Korektor L'oreal Lumi Magique - promocja!

Kilka dni temu przedstawiłam Wam kilka korektorów, których używałam w ostatnim czasie. Moim faworytem jest i był L'oreal Lumi Magique.

Mam dla Was dobrą wiadomość w Rossmanie w promocji kosztuje on obecnie ok. 35 zł, jeśli planujecie go wypróbować, to to jest dobry moment :)
Ja zakupiłam go kolejny raz :)


Przy okazji zaczęłam przyglądać się korektorowi z Astora - z serii liftingującej - wyglądał również zachęcająco :)

Recenzja kremu na noc - Arbonne Night Repair Creme RE9 Advanced

Jakiś czas temu dostałam w prezencie krem na noc - Arbonne - Night Repair Creme RE9 Advanced  (30 ml.).

Arbonne to nowa marka na polskim rynku, ale całkiem dobrze znana za granicą :) Kosmetyki te prezentowane są jako naturalne, ale niestety są też drogie, szczególnie jak na nasze warunki...

Od kliku tygodni stosuję ten krem codziennie wieczorem na skórę twarzy i szyi. Pomału docieram do dna słoiczka, więc przyszła pora na podzielenie się moimi spostrzeżeniami :)


Opakowanie: krem zapakowany był w kartonik - biały z dość przeciętną szatą graficzną, jak na kosmetyk z górnej półki. Sam słoiczek jest plastikowy, ma złotawą obwódkę przy nakrętce, która już po tygodniu się obdrapała (mimo przechowywania w kartoniku). Zazwyczaj aż tak nie skupiam się na opisywaniu opakowań :) ale w tym przypadku nie mogłam pominąć tego, ze produkt kosztujący majątek, ma tak nieciekawe i nietrwałe opakowanie.


Cena: ja swój krem otrzymałam w prezencie, ale na stronie Arbonne znalazłam go za 327 zł!

Konsystencja: krem jest dość gęsty, przypomina mi masełko do ciała Ziaji :)  Całkiem przyjemnie się rozprowadza na skórze. Zapowiadało się więc dobrze :)


Zapach: bardzo lekki, jakby lekko cytrynowy... trudny do określenia :)  Na pewno nie jest bardzo intensywny, ale też nie szczególnie przyjemny czy ekskluzywny :] Jestem jednak w stanie zrozumieć, że kosmetyki naturalne mają troszkę inne zapachy i nie będę im zarzucać, ze nie pachną tak pieknie jak inne kremy z górnej półki :)

Działanie; używam go od kilku tygodni - zaczęłam w grudniu, kiedy moja mieszana cera stała się trochę bardziej przesuszona. Nadal jednak nie była dramatycznie sucha. Wymagała jedynie trochę silniejszego nawilżenia niż zwykle.
Krem jest dość gęsty, ale nie daje uczucia obciążenia skóry (odczuwałam taki efekt np. przy gęstym kremie Tołpa). Dość dobrze się wchłania, jak na bogaty produkt. Nie zauważyłam jednak silnego nawilżenia czy odbudowania skóry. Po pierwszych kilku aplikacjach lekkie przesuszenie nie zniknęło i skóra nie poczuła większej ulgi. Dopiero kiedy zaczęłam stosować cięższe kremy na dzień i maseczki nawilżające stan się poprawił. Sam krem na noc nie dawał rady. Obecnie, rano skora nie jest ani wyjątkowo miękka i nawilżona ani przesuszona, ale wg mnie w dużej mierze dzięki temu, że ratuje ją pielęgnacja dzienna.
Od drogiego, bogatego, gęstego kremu "reperującego" oczekiwałabym zdecydowanie mocniejszego efektu i chociaż minimalnie odczuwalnej poprawy już po kilku użyciach.

Podsumowanie: nie jest to zły krem, ale przy tej cenie oczekiwałabym spektakularnych efektów. Nie zauważyłam różnicy pomiędzy efektem nawilżenia uzyskanym po użyciu tego kremu i po użyciu przeciętnego kremu za 40 zł. Na pewno nie zakupię go w regularnej sprzedaży i nawet gdyby kosztował 30-50 zł wahałabym się czy go kupić. Być może po kilku zużytych opakowaniach wystąpiły jakieś widoczne efekty odnowy skóry, ale po pierwszym opakowania nie jestem w stanie ich odnotować. Może to po prostu produkt nie dla mnie :)

Ocena: 3,5/10.

Pamiętajcie, ze jest to moja subiektywna ocena. W przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych u każdego sprawdza się coś innego. Na pewno zachęcam Was do wypróbowania przed zakupem, bo jest to niemały wydatek.  
Dodam jeszcze, ze nie skreślam kosmetyków Arbonne :) Nie będę się poddawać i przetestuję jeszcze kilka produktów :)

PS postaram się jak najszybciej dodać kilka zdjęć.

niedziela, 11 stycznia 2015

Podkład 3 w 1 - Max Factor Facefinity All Day Flawles

Obecnie, po znalezieniu swojego idealnego podkładu na szczególne okazje (Clarins Everlasting), poszukuję podkładu do użytku codziennego - ze średniej półki cenowej, od którego nie oczekuję aż takiej trwałości i niezniszczalności ;)

Ze względu na to, że mam jeszcze troszkę opalenizny powakacyjnej większość podkładów z mojej kosmetyczki jest dla mnie za jasna. Odpowiada mi obecnie Clarnis Everlasting 110 (103 jest zdecydowanie za jasny w tej chwili).
Moja mieszana cera, ze względu na warunki atmosferyczne, stała się też odrobinę przesuszona, jednak strefa T nadal pozostaje problematyczna :]

Podkład Max Factor Facefinity All Day Flawles dostałam prezencie (w zestawie z tuszem) i używam go od ok. 2 tygodni. Przyszedł więc czas na recenzję :)


Opakowanie: buteleczka z pompką, wygodne, estetyczne :)

Cena: orientacyjna cena podkładu to ok. 55 zł

Kolor: posiadam kolor 75 Golden i niestety jak na odcień ze zlotem w nazwie jest niezadowalająco ciepły - żółty :) aczkolwiek nie jest zbyt różowy czy pomarańczowy. Brakuje mu jednak złotawych tonów i przy mojej dość oliwkowo-żółtawej tonacji kolor odcina się od szyi.
Wydaje mi się, że w gamie kolorystycznej innych marek, kolory w odcieniach złota czy miodu maja więcej żółtych tonów (np. w gamie Healthy Mix Bourjois - wśród podkładów drogeryjnych)


Aplikacja: bardzo przyjemna :) co zapewne jest efektem zastosowania w jego składzie silikonowej bazy. Ja nakładam go pędzlem i uzyskuję całkiem niezłe krycie i lekki efekt.
W ciągu dnia odczucie na skórze jest przyjemne. Kiedy nie zależy mi na wyjątkowej trwałości mogę nawet nie pudrować tego podkładu i o dziwo wieczorem nadal wygląda w miarę w porządku ;)

Efekt: lekki i dość świetlisty, ale nie zbyt błyszczący, nawet na mieszanej skórze:) Skóra sucha i normalna być może nawet nie będzie potrzebowała pudrowania, ew. na prawdę leciutkie muśnięcie lekkim pudrem.

Trwałość: podkład u mnie ładnie się utrzymuje. Wydaje mi się, że na cerach tłustych się nie sprawdzi, ale na suchej, normalnej i mieszanej (przy odpowiednim przypudrowaniu) jak najbardziej :) Ładnie utrzymuje bronzer i róż przez cały dzień.

Krycie: wg mnie średnie, można je odrobinę budować. Dla mnie jest to wystarczające krycie żeby uzyskać jednolity kolor i ładnie, wciąż naturalnie wyglądającą cerę.

Podsumowanie: nie jestem zadowolona z koloru, może powinnam sprawdzić odcień 60 Sand? :) Niestety w przypadku podkładu źle dobrany kolor dyskwalifikuje całość :) Natomiast sam podkład, jako produkt codzienny, sprawdza się na prawdę dobrze, porównałabym go nawet do produktów wysokopółkowych. Zastanówcie się tylko czy nie macie problemu z silikonem w składzie. Dodam, że przypomina mi on troszkę podkład Make up for ever - HD, ale MF ładniej się u mnie utrzymuje. Jest dość lekki w odczuciu, a jednocześnie kryje i "nosi się" go komfortowo :)
Udany produkt, ale niestety MF ma wyjątkowo nieprzyjazną dla mnie gamę kolorystyczną...

Ocena: produkt wciąż testuję, więc będę jeszcze Was informować :) Na tę chwilę - po 2 tyg. stosowania przyznaję 7,5/10.

Kolejnym podkładem, który dla Was zrecenzuję będzie podkład Ultra smoothing marki Pupa.

Zapowiedź...

W najbliższym czasie chciałabym przygotować dla Was recenzję;
- podkładu Max Factor Facefinity
- podkładu Pupa Ultra smoothing
- rozświetlacza NYX (mozaika)
- cieni Miss Sporty
- eyelinera w pędzelku marki Astor
- kremu na noc Arbonne
oraz ranking płynów micelarnych :)


Królestwo korektorów pod oczy

Korektory pod oczy to jeden z moich ulubionych produktów, używam ich codziennie :)
Przedstawię Wam kilka z tych, których używam w ostatnim czasie.


Max Factor Mastertouch
Kolor; 303 ivory
Cena: zakupiłam go za ok. 45 zł w Rossmanie
Opinia: kolor jest bardzo jasny, ale dla mnie ma zbyt różowy odcień, co podkreśla zaczerwienienia wokół oczu. Aplikator z dość twardą gąbeczką jest dla mnie nieprzyjemny w stosowaniu, dlatego wykręcam troszkę produktu i aplikuję najpierw na szczyt dłoni, a później innym pędzelkiem nakładam pod oczy. Opakowanie z przezroczystością pozwala na określenie stopnia zużycia i niestety muszę stwierdzić, że jest to bardzo niewydajny produkt:( Mimo, że kosztuje ok 40-50 zł, to przy tak szybkim zużyciu okazuje się, że jest on baaardzo drogi.
Plusem jest to, że nie wysusza okolic pod oczami i przyzwoicie się utrzymuje.
Żałuję, ze tak nisko muszę ocenić ten produkt, być może u Was sprawdza się lepiej :) Ja pozostanę wierna tuszom do rzęs MF, ale korektorów już nie będę próbować.
Ocena: 3/10


L'oreal Lumi Magique
Kolor: 01 light
Cena: zakupiłam go za ok 50 zł w Rossmanie
Opinia: bardzo dobry kolor, dość neutralny i jasny, ładnie kryje zaczerwienienia, jest dość kremowy i daje efekt rozświetlenia. Na prawdę przyjemnie nakłada się go pędzelkiem, którym zakończone jest opakowanie (pędzelek jest dość szeroki), Nie wysuszał mojej skóry pod oczami. Bardzo go lubię, tylko mam wrażenie, ze efekt rozświetlenia nie utrzymywał się wystarczająco długo Nie jest wybitnie wydajny, więc nie jest też produktem tanim, ale na pewno wartym zakupu. Wystarczył mi na pewno na znacznie dłuższy okres niż produkt MF. Nie ukrywam - jest to mój faworyt :)
Ocena: 9/10


Bell Derma Intensive Lift&Light Concealer 
Kolor: 02 sand
Cena: ja otrzymałam go jako gratis przy sporych zakupach w Hebe :) podejrzewam, ze kosztuje ok 10 zł, max kilkanaście :)
Opinia: ogromny plus za kolor - w na prawdę żółtej tonacji - bardzo ładnie ukrywa drobne zasinienia. Konsystencja nie jest tak kremowa jak w produkcie L'oreal, aplikator jest również mniej przyjemny (pacynka), jednak przy tej cenie jest wart wypróbowania. Wydaje mi się, że mógłby lepiej nawilżać, czasami miewam wrażenie, że skóra jest za mało nawilżona po kilku godz. od użycia (jednak nie przesuszona). Często mieszam go z korektorami, które mają za mało żółtego pigmentu, ale są bardziej kremowe i w tej roli jest świetny! Kosztuje kilkanaście złotych, a wystarcza na na prawdę długo (nie zasycha), więc warto mieć go w kosmetyczce.
Ocena: 7/10


Artdeco perfect Teint Concealer
Kolor: 05 refreshing natural
Cena: kupiłam go już dość dawno - w Douglasie, obecnie kosztuje online ok. 70 zł
Opinia: miałam wrażenie, ze jest to średnio kryjący produkt, nieco podobny do Lumi Magique L'oreala jednak zdecydowanie wolę ten drugi. Artdeco jest droższy, ma podobną wydajność, cieńszy pędzelek (dla mnie to minus) i jest moim zdaniem troszkę rzadszy i mniej kryjący. Kolor był dość neutralny (jaśniejszy był zbyt różowy).
Dla mnie to przyzwoity, ale nie rewelacyjny produkt, więc drugi raz go nie zakupię. Cena jest wg mnie za wysoka przy dość średniej opinii :)
Opinia: 5/10


Astor Skin Match
Kolor: 001 ivory
Cena: ok. 30 zł w Rossmanie
Opinia: zużyłam ok. 5 opakowań, więc jest to produkt całkiem niezły :) Kolor w naturalnej tonacji, dość jasny, nawet ładnie kryje (jeśli nie mamy bardzo mocnych cieni), utrzymuje się również nieźle. Opakowanie z pędzelkiem - dość klasyczne (pędzelek cieńszy niż w produkcie L'oreal). Nie daje zbyt dużego rozświetlenia, ale wygląda ładnie na skórze. Gdybym nie odkryła Lumi Magique zapewne byłby to nadal mój codzienny korektor :)
Ocena:8/10


Bourjouis Healthy Mix (w tubce)
Kolor; 51 eclat clair
Cena: w Rossmanie ok. 40 zł
Opinia: świetny kolor do ukrywania zasinień, zaczerwienień - odpowiednio żółto tonacja. Niestety dla mnie ten produkt jest zbyt wysuszający i nie używam go już w okolicach oczu. Warto natomiast na niego zwrócić uwagę poszukując produktów do korygowania defektów na twarzy - ładnie niweluje czerwony kolor wszelkich  niedużych zmian. Jest dość kryjący i gesty, więc ukrywa i niweluje defekty. Jego tubka jest też minusem, ponieważ często pod koniec użytkowania trudno jest wycisnąć porcję produktu.
Ocena; jako korektor pod oczy 4/10, jako korektor do ukrywania niedoskonałości na twarzy 8/10



Wspomnę jeszcze o korektorach, których używają moje koleżanki - tych które warte są wypróbowania wg nich :)
korektor Mac - bardzo trwały, ale może przesuszać, świetny na szczególne okazje, baaaaaardzo wydajny!
korektor Nyx - popularny, nie za drogi, a przyjemny, wart wypróbowania, dość trwały, taki codzienny :)
korektor Clinique (zielony) - wydajny, nawilżający, przyjemny, tylko troszkę drogi...
korektor YSL - zaaa drogi, ale świetny, niektóre kobiety pozostają mu wierne na zawsze ;) podobno pięknie rozświetla :)


Podsumowując polecam Wam korektor L'oreal Lumi Magique, rozświetla, nie wysusza, wygląda bardzo ładnie i jest przyjemny w użytkowaniu. A dodatkowo ma bardzo estetyczne opakowanie ;)

Opalanie i konturowanie z bronzerem Pupa

A dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić opinią nt. bronzera marki Pupa.
Zakupiłam go przed wakacjami, więc mogę śmiało powiedzieć coś więcej na jego temat :)

Cena: nie jest najtańszy - kosztuje ok. 90 zł w regularnej sprzedaży (ja swój zakupiłam w Douglasie z 20% zniżką).

Kolor: 02 - gold harmony. W opakowaniu znajdują się 4 odcienie, ich powierzchnia jest na tyle duża, że spokojnie można za pomocą pędzla nabrać tylko jeden z nich. Jest to produkt matowo-satynowy, jedwabisty - tak to określa producent i nie mija się z prawdą :) Nie ma drobinek, więc jest świetny do codziennego makijażu. Kolory są wg mnie dość ciepłe, więc można nimi uzyskać całkiem niezły efekt opalenizny :) Czasami, kiedy użyłam za jasnego podkładu przyciemniałam go delikatnie nakładając bardzo cienką warstwę bronzera na całą twarz i o dziwo wyglądało to naturalnie! :)
Bardzo ładnie wygląda również położony tylko na nosek i brodę - idealnie imituje pierwszą, letnią opaleniznę.
Dzięki temu, ze kolory są dość zróżnicowane i można je dowolnie mieszać ja używam tego pudru przez cały rok.


Aplikacja: produkt jest dość "miękki" czyli łatwo nabiera się go na pędzel, łatwo się go rozprowadza i nawet jeśli nałożę za dużo, to mogę bez problemu go rozetrzeć. Dzięki temu, ze jest dobrze napigmentowany nie trzeba nakładać grubej warstwy.

Trwałość: bardzo często mam zastrzeżenia do tego aspektu, na mieszanej cerze wiele produktów znika :) A tutaj zaskoczenie - utrzymuje się cały dzień, nie muszę go poprawiać, nie ściera się miejscowo, jeśli nie dotykamy twarzy dłońmi.

Opakowanie: jest to spore plastikowe pudełeczko z lusterkiem.  Może to stanowić minus - zajmuje trochę miejsca w torebce (dobrze, ze jest w miarę płaskie), ale w zamian za to mamy możliwość wyboru czy skorzystamy z jednego koloru (przy mniejszych opakowaniach nie damy rady nie ubrudzić pędzla w sąsiednim odcieniu :) czy pomieszamy dwa, trzy czy wszystkie :) I dostajemy całkiem wygodne lusterko o sporej powierzchni :)
O ile dobrze pamiętam w pudełeczku, w którym zapakowany jest bronzer przy zakupie znajduje się instrukcja z przedstawioną techniką stosowania.

Dodatkowo: wg producenta zawiera witaminę E i C, lecytynę i posiada filtr SPF 15

Podsumowanie; warto wydać ok. 90 zł i mieć produkt tej jakości, którego będziemy używały przez wieeeeele miesięcy. Jak tylko zacznę docierać do dna dam Wam znać na ile czasu mi wystarczył :) Podejrzewam, że jest to jeden z niekończących się produktów ;) Bardzo wydajny, bardzo praktyczny, na prawdę trwały i łatwy w użyciu. Może jedynie brakuje w nim jednego trochę zimniejszego odcienia do konturowania twarzy...
*Na zdjęciu zauważycie pewnie, że jeden kolor ma pewne uszkodzenia, ale to moja wina - uszkodziłam go wbijając ostrą końcówkę pędzla :(

Ocena: 9,5/10.